Psychoedukacja...

Jak zorganizować swój czas w przedświątecznym szaleństwie?

Zbliżają się święta, jeden z niewielu momentów w ciągu roku, kiedy można (a nawet należy) bez przeszkód odpocząć. Jednak wielu z nas ma tendencje do snucia ambitnych planów, by wykorzystać tych kilka wolnych dni do nadrobienia zaległości w bieżących, czy też długo odwlekanych obowiązkach. W końcu już niedługo zaczyna się sesja, wypadałoby zacząć się już przygotowywać. Z doświadczenia wiem, że większość tych planów nie zdaje egzaminu. Sterty notatek, książek do przeczytania i rozpoczętych projektów piętrzą się przez kilka dni, by po świętach wrócić nietknięte na swoje miejsce. W międzyczasie pochłaniają nas przygotowania, spędzanie czasu z rodziną, odwiedzanie krewnych itp. Jednak całą atmosferę skutecznie rujnuje prześladujące nas przez cały czas wrażenie, że powinniśmy zabrać się do pracy. Wrażenie wywołujące dyskomfort i poczucie winy, zepchnięte głęboko w podświadomość, ukryte pod stertą innych spraw, niczym stojak na choinkę w piwnicy czy na strychu, który gdzieś tam jest, ale zupełnie nie wiemy gdzie.

Jak w tym całym choinkowo-piernikowym zamieszaniu znaleźć czas na realizację swoich planów?

Aby móc w pełni oddać się świątecznej atmosferze, a jednocześnie uniknąć wyrzutów sumienia spowodowanych odkładaniem na później obowiązków, proponuję poświęcić chwilę na sporządzenia planu przyszłych działań. Najlepszym narzędziem, które możemy do tego wykorzystać jest tzw. „odwrócony kalendarz”.

Pierwszym krokiem jest określenie celu i ustalenie ostatecznego terminu wykonania zadania. W ten sposób uzyskujemy końcową datę wykonania projektu. Następnym krokiem będzie ustalenie, jakie kolejne czynności należy wykonać, cofając się od wyznaczonego terminu do momentu obecnego. Kiedy uda nam się rozplanować całe zadanie w odpowiednich etapach, uzyskujemy jasny obraz tego, co i kiedy należy zrobić.

Przyjmijmy, że chcemy przygotować się do konkretnego egzaminu, którego wizja prześladuje nas od początku semestru. Termin przypada na 4 lutego, a celem będzie opanowanie materiału z wykładów oraz literatury umieszczonej w sylabusie (przydatne będą również informacje o formie egzaminu – ustny/pisemny, pytania otwarte/zamknięte, test jedno- czy wielo-krotnego wyboru itd.). Mamy więc już konkretny cel i datę, zaczynamy przesuwać się z planowaniem do dnia dzisiejszego, wyznaczając kolejne kroki. Tak więc do 3 lutego trzeba będzie opanować cały materiał, pozostawiając sobie jeden dzień na ewentualny poślizg czy powtórki. Bazując na swoim doświadczeniu, ilości czasu poświęcanego na naukę oraz podpowiedziach kolegów, którzy ten egzamin mają już za sobą, wyznaczamy czas na kolejne etapy przygotowania. Możemy na przykład przyjąć, że opanowanie materiału z wykładów zajmie nam dwa dni (1-2 lutego), tak więc do 31 stycznia musimy mieć przerobione lektury. Zakładając, że wystarczy nam dwa dni na lekturę, a lektur jest pięć, wyznaczamy początek przygotowań na 22 stycznia. W ten sposób może się okazać, że wizja egzaminu, która spędzała sen z powiek przez ostatnie miesiące, nie będzie już taka straszna. Do rozpoczęcia nauki został jeszcze miesiąc czasu, a my możemy spokojnie zrelaksować się w świątecznej atmosferze.